Co musisz wiedzieć o koronawirusie

coronaGminny numer alarmowy dla osób potrzebujących pilnej pomocy, w tym: seniorów i innych pozostających w kwarantannie domowej (czynny po godzinach pracy urzędu) - 600 715 659

Ważne informacje i zasady postępowania w przypadku podejrzenia lub wykrycia koronawirusa SARS-CoV-2


Henryk Dyk- przyszły rzeźbiarz, urodził się w Dąbrowie Poduchownej w lipcu 1945 roku. Dzieciństwo i młodość spędził razem z rodzicami i rodzeństwem: starszym bratem i młodszą siostrą, w domu przy ulicy Opatowskiej. Za młodu uczęszczał do szkoły znajdującej się wówczas na Rynku Dolnym. Wolny czas spędzał w cieniu starych lip, które otaczały ruiny kościółka Świętego Ducha.

Zaczął rzeźbić pierwsze figurki na błoniach bodzentyńskich, kiedy trzeba było pilnować pasących się krów. W rękach był bardzo silny. Rzeźbienie ptaszków, koników szło mu bardzo dobrze. Siłę odziedziczył po ojcu, który podnosił w zębach kuchenny stół.

Pewnego dnia powiedział mi: „kiedy wziąłem kawałek drewna do rąk od razu poczułem jego zapach oraz miękkość i chęć rzeźbienia, nie wiem skąd się to u mnie wzięło, ale jako ministrant bardzo lubiłem patrzeć na rzeźby w naszej kolegiacie”. Wszystko to działo się podczas nieoczekiwanego spotkania na treningu w kieleckim WDK-u, gdzie ja trenowałem biegi w K.S. „Budowlani” u braci Jóźwików, a on podnoszenie ciężarów u pana Czarkowskiego.

Gdzieś w połowie lat sześćdziesiątych zaczął rzeźbić sceny z życia Świętej Rodziny, wizerunki Frasobliwego, Piety, Adama i Ewę, św. Franciszka i inne postaci. Jego pracami zainteresował się kierownik świetlicy pan Stanisław Piwko i zachęcał do wystawy. Sprawa nabrała rozgłosu. Z Kielc przyjechali pracownicy wydziału kultury P.R.N. i pomogli zorganizować mu wystawę w Kielcach. Prace zostały wyróżnione i nagrodzone, a później zdobyły uznanie u etnografów i kolekcjonerów.

Henryk Dyk w swoich rzeźbach wypowiadał się w tematyce sakralnej i świeckiej. Przedstawiał sceny rodzajowe z życia wsi i miasteczka, dawne zwyczaje i świątki, pracę zwykłych ludzi. Rzeźbę zabezpieczał olejem lnianym i pokostem uprzednio malując bejcą. Był obdarzony przez naturę niezwykłym talentem i wrażliwością. Jego rzeźby cechuje starannie opracowana forma, bez faktury, o powierzchni gładkiej, dlatego są spokojne, ale też pełne napięcia i zadumy.

Mówił mi: „na Dymarki zrobiłem w ciągu miesiąca około 30 rzeźb i w ciągu kilku dni nie została żadna. Wszystko co zrobiłem wynikało z potrzeby serca i zamiłowania”. Szkoda, że nie doszło do wspólnej realizacji Ostatniej Wieczerzy. Był już mój szkic, ale Henrykowi zaczęło brakować siły.

Odszedł od nas na wieczną wartę, ale pamięć o nim pozostanie.

Wykonał i pozostawił dużo krzyży z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa- w krzyżu zbawienie, w krzyżu cierpienie.

Jego prace znajdują się w wielu muzeach m.in. Otrębusach, Kielcach, Krakowie.

Z wyrazami pamięci

Rodzinie i znajomym

z okazji nadchodzącej 75. rocznicy

urodzin rzeźbiarza,

Witold Comber

Fot. Witold Comber

Poprzednie artykuły

Urząd Miasta i Gminy w Bodzentynie

ul. Suchedniowska 3

26-010 Bodzentyn

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do naszego

NEWSLETTERA