Urodził się 27 lipca 1927 r. – Dawid Rubinowicz – syn Joska i Tauby Rubinowiczów, zamieszkały wraz z rodzicami i dwójką młodszego rodzeństwa w Krajnie, autor jednego z najbardziej przejmujących dziecięcych pamiętników opisujących okrucieństwo holokaustu, w tym roku obchodziłby 90 – te urodziny.

            Kim był, jakie przesłanie zawierają karty jego „Pamiętnika”?

            Dawidka poznajemy, gdy 21 marca 1940 r. zapisuje pierwsze słowa w zeszycie szkolnym, który staje się jego dziennikiem. 13 – letni chłopiec, syn drobnego kupca, a zarazem mleczarza, bardzo wrażliwy, był czułym obserwatorem brutalnej rzeczywistości. Śledzimy więc jak zmienia się jego otoczenie, tworzy się świat podporządkowany ideologii nazistowskiej, który stanowi zaprzeczenie wszelkich obowiązujących, znanych mu dotąd wartości.

Wychował się w społeczności dychotomicznej, polsko – żydowskiej. Obie te grupy żyły obok siebie od wieków, w różnym stopniu akceptując „odmienność” religijną, kulturową, obyczajową, swych sąsiadów. Dawidek uczęszczał do polskiej szkoły, miał polskich kolegów, Polacy dostarczali mleko do mleczarni jego ojca. Działania Niemców podczas II wojny światowej odczuwał, jako krzywdzące zarówno dla Żydów, jak i dla Polaków. Będąc jeszcze dzieckiem nie rozumiał ich podłoża. Nie mógł również pogodzić się z rosnącą niechęcią, a nawet agresją ze strony Polaków.

W 5 zeszytach składających się na „Pamiętnik” Dawid przelał na papier emocje związane z wieloma traumatycznymi przeżyciami. Jego młodzieńcze zapiski pełne są obaw o zapewnienie rodzinie pożywienia oraz emanują strachem przed aresztowaniem ojca. Jak podkreślał: „(…) W teraźniejszym czasie można przecież o byle co zaaresztować (…)”. Wspominał, że podczas jednej z wizyt miejscowego sołtysa słyszał jak ten „(…) mówił, że wszystkich Żydów trzeba wystrzelać bo są wrogami. Gdy bym chciał nawet część wpisać to nie jestem w stanie to co on mówił u nas... (…)”.

            Zgodnie z polityką okupanta w Bodzentynie na początku 1942 r. utworzono getto. W jego obrębie stłoczono w nieludzkich warunkach Żydów z Bodzentyna, Krajna, okolicznych wsi i osad, ale także m.in. z Płocka. Dawid Rubinowicz wraz z rodziną, zamieszkał w domu swego wuja, krawca Jankiela Cisłowskiego, przy ulicy Kieleckiej 13. Autor „Pamiętnika”, wówczas 15 – letni, był świadomy pogarszającej się sytuacji jego najbliższych. Strach wzbudzał widok Żandarma, nagły zgiełk na ulicy, nieoczekiwany wystrzał. Z dezaprobatą komentował bezpardonową walkę o wolny kąt w zatłoczonych mieszkaniach getta, plagę kradzieży, rewizje, masowe aresztowania i wzrost cen żywności. Tak opisywał rzeczywistość panującą w bodzentyńskim getcie oraz pobliskich wsiach: „(…) Naprzeciwko nas został zabrany mąż i żona a dwoje dzieci zostało. Znów słychać, że ojciec tych dzieci został zastrzelony 2 dni przedtem, w wieczór, a ją wywieziono do Kielc ciężko chorą. Żandarmerja będąc w Słupii zabrała trzech Żydków a w Bielinach się z nimi rozprawili, (oczywiście nie co innego jak zostali zastrzeleni). W tych Bielinach już się naprawdę, przelało dużo krwi żydowskiej już się naprawdę zrobił cmentarz żydowski. Kiedy przyjdzie koniec tego okropnego rozlewu krwi. Gdy dłużej tak pobędzie to z samej zgrozy ludzie będą padać jak muchy. Przyszedł do nas chłop z Krajna to mów[i]ł, że naszego byłego sąsiada, to jego córkę zastrzelili bo szła po 7-ej. Nie chce mi się dowierzać ale wszystko może być możliwe. Taka dziewczyna jak kwiat żeby ona mogła być zastrzelona to już chyba będzie koniec świata. Żeby nie było jednego dnia spokojnego. Nerwy się już całkiem wyczerpały, jak słyszę co, o jakimś nieszczęściu to oczy mi wychodzą na wierzch i głowa mnie zaczyna boleć, to wtedy jestem taki wyczerpany, jak po najcięższej robocie. Nie tylko ja ale każdy. Nie dość że w tamtą wojnę Kozacy zastrzeli[li] tatusiowego ojca a on był obecny, to przecież miał dosyć miał wtedy 11 lat. To jak teraz zobaczy Niemca to by się w szczelinę schował taki jest rozstrojony (…)”.

            Wstrząsającym przeżyciem dla Dawida było wywiezienie jego ojca na roboty przymusowe do powstającej fabryki „Hasag” w Skarżysku. Rodzina wiele tygodni starała się o zwolnienie Joska Rubinowicza. Do Bodzentyna powrócił wraz z grupą innych robotników 1 czerwca 1942 r. był to, jak zaznaczył Dawid „dzień radości”. Jak wspominał: „(…) Nikt nie może sobie wyobrazić naszej radości, ten może sobie wyobrazić, kto przeżywa. (…) To wszystko było jak na filmie, w jednej prawie sekundzie tyle żeśmy przeżyli. (…) Tatuś przyjechał ze zranioną ręką, bo o to go puścili... (…)”.

            Zapis zamieszczony pod tą datą jest ostatnim w „Pamiętniku”. W połowie września 1942  r. Żydzi z Bodzentyna i okolic zostali zapędzeni na stację kolejową w Suchedniowie. Podczas przemarszu Niemcy rozstrzeliwali starców, kobiety i dzieci, ich ciała pozostawiając w przydrożnych rowach. Z Suchedniowia Dawid, jego rodzeństwo oraz rodzice wyruszyli w ostatnią podróż – drogę do komór gazowych w obozie zagłady w Treblince.

            „Pamiętnik Dawida Rubinowicza” to dramatyczny dokument ukazujący brutalność wojny widzianej oczyma dziecka. Okrucieństwo holokaustu zapisane niewinną dziecięcą ręką na kartach zeszytu jest obrazem, który powinien znaleźć miejsce w naszej pamięci.

 Justyna Staszewska
Prezes Towarzystwa Dawida Rubinowicza

Poprzednie artykuły

Realizowane projekty

 

     

 

Urząd Miasta i Gminy w Bodzentynie

ul. Suchedniowska 3

26-010 Bodzentyn

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do naszego

NEWSLETTERA